Lipiec 2016
Ostatnio obrodziła nam
nowa poezja. Pojawili się wybitni poeci, i pojawił się nowy kierunek. Katastrofizm.
Był już kiedyś taki. Zjawili
się poeci zbiorowi. Ta wybitna poezja to spadła im wprost z nieba. Bóg
był łaskawy, wynagrodził za pobożność. Cały naród żyje tą wielką literaturą. Należy mu się to. Zasłużył za myślenie. Państwowotwórcze. Autor postanowił głosić nowym poetom :hosanna na wysokości,
oby nie spadli. Szkoda tak bardzo wzniosłych twórców. Tylko czy autor podoła im dorównać? Mała próbka już jest. Tu.
P i e ś ń o l e
s i e
Po co ty rośniesz lesie
dziki
By cię objadły karaluchy
By wilki wyły w twojej
głuszy
I straszył trzask gałęzi suchej
Gdy dziki zwierz konar
poruszy
Spalimy twoje drwa doszczętnie
Niechaj nie chronią
plemion dzikich
By było więcej ornej ziemi
Wypleńmy słowa ze słowników
Las bór i puszcza zeń wypleńmy
Coraz nam więcej trzeba
drwali
Niechaj wytrzebią zło w zarodku
Kowale kują toporzyska
Kowale kują im medale
A w tych medalach kornik w środku
Tym niech na szyi topór
błyska
O księże
Bako mój patronie
Baka pisarskim dla mnie wzorem
Z jego
poezji przykład biorę
Chciałbym
napisać choć raz wiersz prze głupawy
Taki jak
pisał Witkacy lub Baka
Nie dla
popisu ani nie dla sławy
By ktoś
pochwalił poetę biedaka
Poetę?
Skąd się taka pewność bierze
I te
marzenia o wieszcza karierze
Chyba że
mi się uda
Słowny
przekręt spichcić
Katastrofalny
jak najlichszy
Pije Kuba
do Jakuba
A w tym
picu nasza zguba
Lub coś
takiego
Niech nam
żyje
Nadal
wzrasta
Co
szczeciną wciąż obrasta
Czy coś
takiego
Bo
są ważkie sprawy w kraju
Większość
żyje tu na haju
Naczelniku
ty kraj ratuj
Samotnością
się nie katuj
Czy coś
takiego
Mój
kibolu
Graj swa
role
Stadiony
Twe
zagony
Rzucaj
race
Daj na
tacę
Wal nas
belem
Bo my
zerem
Polska
nasza
Was
zaprasza
Wal na
odlew
Będzie
krew
Gorszy
sort
Żydów
mord
Czy coś
takiego
Od
pewnego czasu zasługujemy na wielką poezję.
P o ż e g n a n i e z M
a r i ą
Do ciebie wracam prostym słowem
Nie tak koślawym jak
noblistów
Śledziłem twego życia drogę
I treść miłosnych w lagrze listów
Na placu selekcyjnym cisza
Śmiertelna w duszach trwa
zagadka
Tobie w tym czasie wiersze
pisać
Dziecko za obcą woła "matko "
Czartowski dymi piec w pobliżu
To obraz z dawnej dziś
epoki
Poganiacz wrzeszczy chyżej chyżej
Dla mnie to rzecz w zasięgu oka
Ty się żegnałeś wtedy z Marią
Gdy trwanie trwało w dymów cieniu
We mnie obrazy te nie zmarły
W dzisiejszym zmarły
pokoleniu
Wierzyłem przyszłość rozświetloną
Gdy wodowano statek pierwszy
Strącono i mnie z tego
tronu
Spisałem o nim trochę wierszy
Otwarłeś kurek zawiedziony
Zostanie po nas złom żelazny
Nie chciałeś żyć dla córki żony
Uczynić mógłby z nas tak każdy
A mogłeś swoją twarz przemienić
Wygasły piece choć gułagi
Czekały aby zejść do cieni
Nie piszą już narodom sagi
Proroctwo czy się spełni
twoje
Nadejdzie śmiech pokoleń drwiący ?
Nie tylko ja się o to boję
Nie chłód w historii
lecz gorąco
Do takiej pointy w wierszu zmierzam
Odpowiedź śmiercią dałeś złościom
Ma Polska swego Włodzimierza
Był dla
piekielnych w gardle kością
Czy ty przypadkiem nie masz racji
Odradza się gdzie
może swołocz
I od początku rzecz się zacznie
Glob stanie się z ludzkości goły
W
i ę
z i e ń
Taka była konieczność poświadczyć nieznane
Świadectwo dać i sygnał jaka przyszłość bieży
Był żołnierz co nie tylko w okopie żołnierzem
Rzekło sumienie
przekroczyć tę ścianę
Tam z pod komina co niósł dym nieznany
Ludzkości świadczył los spisany w księdze
Zapowiedź ludziom śmierć i wieczną nędzę
Prycze i łaźnie i druciane ściany
Znalazł się wielki też zasług doniosłych
Nie uszanował ofiarnej posługi
Tym razem dla mnie wykonaj czyn drugi
Czas przyjdzie ja mam polską władzę dostać
Czyn drugi mały był nie wart zachodu
Nic że bohater to
zanadto wielki
Precz z nim - zagraża -
na wypadek wszelki
Mimo zasługi za błędy do grobu
A ty bohater do wojny tęskniący
Nie żal ci było wepchnąć w paszczę lwa
Tego co wierny i w przysiędze trwa
Także do grobu bohatera
wtrącasz
O
d a l i s k a
Na promenadzie w tłumie
mieszczan
O! biały wieniec się przemieszcza
Widzę go z dala
blaskiem błyska
Królewska jakaś odaliska
O białowłosa marzeń ksieni
Mogłabyś życie mi przemienić
O Margarita Margarita
O moja niezdobyta
Na wielkiej sali gdzie śpiew płynie
Spojrzeniem świeci jak
bogini
Ogniki chwytam nie są
do mnie
Ktoś inny kontent jest
ogromnie
Tych oczu szukam iskier błyski
Innemu jesteś odaliską
O Margarita Margarita
O moja niezdobyta
Na piasku albo morskiej fali
Twój kibić błyska mi w oddali
Daleko świecą twoje
wdzięki
Nie złożę ust u twojej reki
Kto inny jest dla ciebie bliski
Nie dla mnie jesteś
odaliską
O Margarito Margarito
O moja niezdobyta
Jak Tatar dziki lub pohaniec
Duszę ujarzmię twą w kaganiec
Dla mnie są sploty
twych warkoczy
I dla mnie błyski
twoich oczu
Służyć mi będziesz odalisko
I ja ci oddam z siebie wszystko
O Margarita Margarita
Nareszcie mi zdobyta
Minęło czasu już nie mało
Od tego dnia gdy to się
stało
Gdy włosów błysła mi korona
I postać twoja obnażona
Tyś dla mnie wreszcie
odaliską
Gdyś pochylona nad kołyską
O Margarito Margarito
O wreszcie mi zdobyta
Jak rycerz służyć będę co dzień
Zatonę duszą w twej urodzie
Uniosłem cię z pod domu siłą
Na zawsze postać twą zdobyłem
Jedyna moja odalisko
Na zawsze będę z tobą blisko
O Margarita Margarita
Przy mnie rozkwita
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz