Piszę by zrzucić z głowy balast, jak babę z wozu.
A ten balast narasta i narasta w samotnych chwilach.
Co się stanie, gdy balastu zabraknie? Pozostanie tylko
trwanie? Może satysfakcja, że udało się kogoś ponudzić?To też pewna wartość, iście polska, ta radość z cudzej mitręgi. Radzę więc odstąpić od lektury wytworów nieudacznika na wielu polach. Spis tych pól zająłby za dużo miejsca.
K o l e j r z e c z y
Oto piaskownica, a w tej piaskownicy,
Dorosłe dzieci z
wiaderkami piasku
Bawią się, wśród nich także zakonnicy.
Fałszywe śpiewy i niemało wrzasku
Dzieci są różne,
jedne złotouste,
Innym dojrzałość nie pisana pewnie.
Inne herosy, ale w środku puste.
Na stosie spłoną, ułożonym w gniewie.
Matki poczęły je w
nieprawym łożu.
Pewnie je uwiódł jakiś duch nieprawy.
W tej piaskownicy o pomoc się bożą
Modlą, o dobry skutek ich zabawy.
Modlą, o dobry skutek ich zabawy.
Radość i śpiewy na pisku się ścielą.
Wyrasta z piasku wieża Babel w
środku.
Wieży pilnują piekielni anieli.
Ach! Jak tym dzieciom w piaskownicy słodko.
Raz się zdarzyło, wieża się rozpada.
Bo taka bywa kolej wszystkich rzeczy.
Kruche bywają działa złego gada.
Niech ktoś spróbuje tej prawdzie zaprzeczyć.
T
r e n
Coraz się
zmierzcha i coraz mniej światła
Droga do
serca coraz mniej jest łatwa
Została
tylko okoliczność ciężka
Ale słów
nie ma gdy przed laty klęska
Słowa nie
padną w kapsułach zamknięte
Jak w
starej księdze zeschły listek mięty
Po jednej
stronie wyparują słowa
Po
drugiej będzie trwać druga połowa
Poeta pisał o Urszuli wiersze
O swoim
bólu nie piał on pierwszy
A ja o
bólu jak mam werset pisać
Że
wokół taka otacza mnie cisza?
O zawodniku co wyparł mnie z łodzi?
O
bliskich z takim walka się nie godzi
Ze
samotnością życie jak w klasztorze
Pocieszycielka
w bieli mi pomoże
W k o
r y c i e r z e k i
Miałem jednego kość z kości
Miał
dom być z niesłyszanych słów
Miał
przybytek z jednakowych dusz
Rzeka
płynie korytem
Rybak
czyha z wędziskiem
Przynęta
tajemnicza
Słowo
zatrute?
O rybo
moja miła
Łykasz fałszywe przynęty
Trucizny
wlewane kroplami
Moje
akwarium było przystanią
Niewolnemu
w sieci trójoczkiej
Los mój i
twój tajemną panią
Nieprawą
droga się toczy
K s i ę g i i l u d z i e
Do ciebie słowa ślę pokrętny losie
W planetach zapisany jak chaldejskie wróżki
Na placu wyszeptały Babilonu
Gdy przodek mój płonął na katowskim stosie
A żony płakały u stosu podnóżka
Ślę ci pięść przeklinań
Losie niegodziwy w zarodzi niesiony
W pokolenia młynach
Uchodzi najbliższy
Bliski do obcego
Gdy milczenie milsze
Szyję jeno skłonię
Dwa uściski dłoni?
Nic w tym przecież złego
Są sprawy zawilsze
Jeden na półrocze?!
Taki świata koniec
Taki ksiąg się toczy
Los i ludzkich zdarzeń
Księgi nieme płaczą
Gdy je los ukarze
Niemo milczą księgi
Gdy ich los tułaczy
Na koniec dosięgnie
S e
n t o
j a w
a ?
Nie
przychodź do mnie z martwych liści koszem.
Ani nie
zsyłaj mi obrazów z Boscha.
Mam tych
przywidzeń w każdej codzienności.
Niepamięć
ześlij, tak będzie najprościej.
Chciałbym
w godzinach tej ciszy nad światem
Stać się
Homera powiernikiem, bratem.
Czy z
Herodotem wędrować po świecie.
Ojczyźnie
naszej zmarłej przed stuleciem.
Coraz to lichsze zsyłasz mi widoki.
W
coraz zdradliwsze wsłuchuję się kroki.
Powinność
twoja gasić dzienne troski.
Nakaz ci
dano przed wiekami boski.
Nie powędruję w ogrody kwieciste.
Nóg nie
zanurzę w wodzie strugi bystrej.
Sny przez Hypnosa
złego są stargane .
Bo swego
losu nie stałem się panem.
Spuście
bogowie sny, co ukołyszą
Lub mi
darujcie pełnię nocnej ciszy,
A ty
Fortuno zmień nam przeznaczenia.
Jakie? Lepiej, że ich nie wymienię
P o c h w a ł a
m o t y l a
Nie dano
ci dźwięku osy
Groźnego
jak trąby z Jerycha
Ani
widoku jastrzębia
Widok twój chwałę głosi
Choć
postura twa licha
Gdy
przycupniesz na dębie
Lasu i
łąki przystroju
Fruwający
kwiecie lata
Głosisz
pochwałę tęczy
Zapraszam
cie do pokoju
Do świecy
wieczornej światła
Motylu
mój bezdźwięczny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz