Te genjalne poema pofstały w resztkach kory muzgowej (tomgrafia kompóterowa wykazała powarzne lóki istoty szarej, muzg nie nadaje się jóż do przeszczepu), Wyczerpójom się siły tfurcze, graflutki też mają swuj kres. .
B u d u j m y
p o m n i k i
Za mało
jest pomników
Rozstawmy
na ulicach
Placach
rozstajnych drogach
Niechaj
ludzi zachwyca
Nasz pierwszy wódz po Bogu
Za mało w
kraju tablic
Na
dachach skwerach szkołach
Tych
którym wielki Polak
Los
zrządził zakłamany
Niech
głoszą naokoło
Był Polak
co nie zdołał
Co nie
przewidział zbrodni
Dziś
chodzi w aureoli
Są miłe
mu pochodnie
Bo
zaniedbanie boli
Łzy
kropla schnie na grobach
Módlmy
się na cmentarzach
Przy
płytach gdzie ozdoba
Ból
ludzki wszem ukaże
Takie sobie
gdakanie
Ty jesteś
w moim wnętrzu
Obecność
twa mnie męczy
Masz we
mnie małe lokum
Odwiedzam
cie w obłoku
Pragnąłem twoich uczuć
Nie mogę
cie porzucić
Odwiedzam
w aureoli
Obecność
twa mnie boli
Podziwiam
w myślach wdzięki
A to
przysparza męki
Nic mi po
tobie w głębi
Nigdy cię
nie dosięgnę
Nie
poznam smaku ciała
Choć byś
z rozkoszy mdlała
W pościli
z myśli tkanej
Na łące
czy w altanie
Czy w
gwarze albo w ciszy
Gdy nikt
nas nie posłyszy
Umrzyj wreszcie w mej głowie
Złożę w
marzeń cię grobie
A ty tak
nieśmiertelna
Jak
gwiazd poświata mgielna
Szaman magowi nie brat
Na
świecie są szamani
Na
świecie są magowie
Znajdziemy
ich pod wodą
Zajdziemy
ich w listowiu
Albo się
zmienią w ptaka
Lub
podrywają dziewki
Zarządzą
koniec świata?
Z nimi to
nie przelewki
Szamani
są przewrotni
Chytrze
czarują ludzi
Kto ich
zamiary zagadnie
Zmieniają
ich w słupy soli
Sami nie
mają chuci
Więc ich
to bardzo boli
Szaman
podniesie ręce
I je
potrzyma w górze
To zmieni
bohatera
W szakala
albo tchórza
Szukajmy
więc szamanów
Czasem to
sąsiad teść
Wśród
ciżby jest ich mnogo
Do złego
mogą zwieść
Kto ma na
strychu sidła
Jak nie
ma niech ukradnie
Kto ma
zaś wędkę starą
Z
haczykiem niech ją zwiąże
Zarzuci
gdzie tłum wielki
I do łapania dąży
A magów
nie ruszajmy
Niech
służą nam magowie
Codziennie
cześć im dajmy
Wszak mag
to mądry człowiek
Czas
staje się weselszy
Gdy
zdziała swoje cuda
Dziewczynę
spuści z nieba
Nie
zawsze mu się uda
Bo szaman
mu przeszkadza
Bo działa
jak lucyfer
Dziewczyna
ci ucieknie
W
portfelu zbraknie cyfer
Wyłapmy
więc szamanów
Na wędki
albo sidła
Precz
precz nam z szamanami
Wytępmy
te mamidła
Maga
obdarz szacunkiem
Zaklęcie
ci wypowie
Może ci
się poszczęści
Mag to
życzliwy człowiek
Szukaj go
na bazarze
Albo na Kercelaku
Szukaj go
przez lunetę
Albo na
zlocie ptaków
Pośród
nas są magowie
Unoszą
się w przestworzach
Są często
nam życzliwi
Dobrzy
jak wola Boża
W rodzinie mam szamana
Nie mam w
rodzinie maga
Nie z
palca jest wyssana
Ta
poetycka blaga
B a l l a d a o s
k r z y p c a c h
Był sobie
wojak może z Syberii
Może z
Mongolii Kazachskich prerii
Dali
pepeszę strzelał do wroga
Na pewno
wierzył w jakiegoś Boga
Zostawił
pannę w jurcie lub chacie
Stać go
nie było na lepszą daczę
Żołnierz
miał takie zamiłowanie
Lubił
pośpiewać i lubił granie
Pewnego
razu walczył o miasto
Wpadła z
nim razem wojska hałastra
Przegnali
wroga i popasali
Pełno w
pobliżu czołgów ze stali
Dano im
pajdę chleba litr wódki
By
zapomnieli o wojny smutkach
I
popłynęły tony z harmoszki
I
wypoczęli po boju troszki
Muzyczkę
lubił i nasz mołojec
Grać nie
miał na czym bo toczył boje
Aliści
wojsko gdy szło na zachód
Napotkał
skrzypka co grał na dachu
Tak go
tym graniem ten zauroczył
Targi o
skrzypce z nim długo toczył
Za bochen
chleba je wycyganił
W
przerwach ataków zajął się graniem
Uczył się
grania na instrumencie
Gdy się
nauczył u pań miał wzięcie
W
transzejach grywał prawie Mozarta
Słuchała
nawet go wrogów warta
W niebo
fruwały rącze katiusze
Lejtnant
podnosił wojsko na duszy
Na lewym
barku zwieszał pepeszę
Na prawy
skrzypki na sznurku wieszał
Tak
zawędrował by do Berlina
Ale
komendant miał stracha krztynę
Schowaj
te pudło gdzieś na granicy
Wróg ci
ustrzeli zostaniesz z niczym
Jak
będziesz wracał to ode bierzesz
W tym
kraju żyją ludziska szczerzy
Tak mu
doradził mądry dowódca
Skrzypki
schowane muszą być wkrótce
Raz
odpoczywał w pewnej zagrodzie
Gospodarz
skrzypki schować się zgodził
Gdy wrócę
z wojny to je odbiorę
Lecz
możesz grywać na nich wieczorem
Wojak w
Berlinie od kuli padnie
Gdzie
jego ciało nikt nie odgadnie
Nie
szukał nigdy nikt jego kości
Nie
doznał chłopak w życiu miłości
Czeka gospodarz czeka i czeka
Wojny już
koniec a ten wciąż zwleka
Mijają
lata miną dziesiątki
W powrót
żołnierza gospodarz zwątpił
Gospodarz
grywał już Beethovena
Kiedy go
naszła muzyczna wena
Starzał
się starzał coraz mniej siły
Losy
skrzypeczek dziadka martwiły
Skrzypce
zostaną osierocone
Kiedy
gospodarz staruszek skona
Znalazł
młodego co władał smykiem
Niech
innych bawi swoją muzyką
Aleć
autora ciekawił starzec
O z nim
spotkaniu sobie pomarzył
Nie dane
było mu poznać starca
Cała
historia wyssana z palca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz