R o z m a i t o s c i VII

12 czerwca 2016 roku pańskiego

Te genjalne poema pofstały w resztkach kory muzgowej  (tomgrafia kompóterowa wykazała powarzne lóki istoty szarej, muzg nie nadaje się jóż  do przeszczepu), Wyczerpójom się siły tfurcze, graflutki też mają swuj kres. .

     
B u d u j m y     p o m n i k i


Za mało jest pomników
Rozstawmy na ulicach
Placach rozstajnych drogach
Niechaj ludzi zachwyca
 Nasz pierwszy wódz po Bogu
Za mało w kraju tablic
Na dachach skwerach szkołach
Tych którym  wielki Polak
Los zrządził zakłamany  
Niech głoszą naokoło
Był Polak co nie zdołał
Co nie przewidział zbrodni
Dziś chodzi w aureoli
Są miłe mu pochodnie
Bo zaniedbanie boli
Łzy kropla schnie na grobach
Módlmy się na cmentarzach
Przy płytach gdzie ozdoba
Ból ludzki wszem ukaże

Takie sobie  gdakanie

Ty jesteś w moim wnętrzu
Obecność twa mnie męczy

Masz we mnie małe lokum
Odwiedzam cie w obłoku

Pragnąłem  twoich uczuć
Nie mogę cie porzucić

Odwiedzam w aureoli
Obecność twa mnie boli

Podziwiam w myślach wdzięki
A to przysparza męki

Nic mi po tobie w głębi
Nigdy cię nie dosięgnę
 
Nie poznam smaku ciała
Choć byś z rozkoszy mdlała

W pościli z myśli tkanej
Na łące czy w altanie

Czy w gwarze albo w ciszy
Gdy nikt nas nie posłyszy

Umrzyj  wreszcie w mej głowie
Złożę w marzeń cię grobie

A ty tak nieśmiertelna
Jak gwiazd poświata mgielna

Szaman magowi nie brat

Na świecie są szamani
Na świecie są magowie
Znajdziemy ich pod wodą
Zajdziemy ich w listowiu
Albo się zmienią w ptaka
Lub podrywają dziewki
Zarządzą koniec świata?
Z nimi to nie przelewki
Szamani są przewrotni
Chytrze czarują ludzi
Kto ich zamiary zagadnie
Zmieniają ich w słupy soli
Sami nie mają chuci
Więc ich to bardzo boli
Szaman podniesie ręce
I je potrzyma w górze
To zmieni bohatera
W szakala albo tchórza
Szukajmy więc szamanów
Czasem to sąsiad teść
Wśród ciżby jest ich mnogo
Do złego mogą zwieść
Kto ma na strychu sidła
Jak nie ma niech ukradnie
Kto ma zaś wędkę starą
Z haczykiem niech ją zwiąże
Zarzuci gdzie tłum wielki
I  do łapania dąży

A magów nie ruszajmy
Niech służą nam magowie
Codziennie cześć im dajmy
Wszak mag to mądry człowiek
Czas staje się weselszy
Gdy zdziała swoje cuda
Dziewczynę spuści z nieba
Nie zawsze mu się uda
Bo szaman mu przeszkadza
Bo działa jak lucyfer
Dziewczyna ci ucieknie
W portfelu zbraknie cyfer
Wyłapmy więc szamanów
Na wędki albo sidła
Precz precz nam z szamanami
Wytępmy te mamidła

Maga obdarz szacunkiem
Zaklęcie ci wypowie
Może ci się poszczęści
Mag to życzliwy człowiek
Szukaj go na bazarze
 Albo na Kercelaku
Szukaj go przez lunetę
Albo na zlocie ptaków
Pośród nas są magowie
Unoszą się w przestworzach
Są często nam życzliwi
Dobrzy jak wola Boża
W  rodzinie mam szamana
Nie mam w rodzinie maga 
Nie z palca jest wyssana
Ta poetycka blaga

  B a l l a d a   o   s k r z y p c a c h

Był sobie wojak może z Syberii
Może z Mongolii  Kazachskich prerii
Dali pepeszę strzelał do wroga
Na pewno wierzył w jakiegoś Boga
Zostawił pannę w jurcie lub chacie
Stać go nie było na lepszą daczę
Żołnierz miał takie zamiłowanie
Lubił pośpiewać i lubił granie

Pewnego razu  walczył o miasto
Wpadła z nim razem wojska hałastra
Przegnali wroga i popasali
Pełno w pobliżu czołgów ze stali
Dano im pajdę chleba  litr wódki
By zapomnieli o wojny smutkach
I popłynęły tony z harmoszki
I wypoczęli po boju troszki

Muzyczkę lubił i nasz mołojec
Grać nie miał na czym bo toczył boje
Aliści wojsko gdy szło na zachód
Napotkał skrzypka co grał na dachu
Tak go tym graniem ten zauroczył
Targi o skrzypce z nim długo toczył
Za bochen chleba je wycyganił
W przerwach ataków zajął się graniem

Uczył się grania na instrumencie
Gdy się nauczył u pań miał wzięcie
W transzejach grywał prawie Mozarta
Słuchała nawet go wrogów warta
W niebo fruwały rącze katiusze
Lejtnant podnosił wojsko na duszy
Na lewym barku zwieszał pepeszę
Na prawy skrzypki na sznurku wieszał

Tak zawędrował by do Berlina
Ale komendant miał stracha krztynę
Schowaj te pudło gdzieś na granicy
Wróg ci ustrzeli zostaniesz z niczym
Jak będziesz wracał to ode bierzesz
W tym kraju żyją ludziska szczerzy
Tak mu doradził mądry dowódca
Skrzypki schowane muszą być wkrótce

Raz odpoczywał w pewnej zagrodzie
Gospodarz skrzypki schować się zgodził
Gdy wrócę z wojny to je odbiorę
Lecz możesz grywać na nich wieczorem
Wojak w Berlinie od kuli padnie
Gdzie jego ciało nikt nie odgadnie
Nie szukał nigdy nikt jego kości
Nie doznał chłopak w życiu miłości

 Czeka gospodarz czeka i czeka
Wojny już koniec a ten wciąż zwleka
Mijają lata miną dziesiątki
W powrót żołnierza gospodarz zwątpił
Gospodarz grywał już Beethovena
Kiedy go naszła muzyczna wena
Starzał się starzał coraz mniej siły
Losy skrzypeczek dziadka martwiły

Skrzypce zostaną osierocone
Kiedy gospodarz staruszek skona
Znalazł młodego co władał smykiem
Niech innych bawi swoją muzyką
Aleć autora ciekawił starzec
O z nim spotkaniu sobie pomarzył
Nie dane było mu poznać starca
Cała historia wyssana z palca




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz