27 marca
1016 r.
P E S Y M I Z M
Może tylko w Edenie, przed owym feralnym jabłkiem, panował totalny optymizm. Jabłko sprowadziło na Ziemię morze nieszczęść i pesymizmu, nawet wybrańcy nie byli od niego wolni. Najlepiej swój, czy zbiorowy pesymizm wykrzyczeć, wyszeptać, wypłakać lub inaczej uzewnętrznić. Lekarstwem najlepszym jest chyba muzyka, może i wiersz, chociaż najlichszy. Wyraża osobiste urazy, czy rany własne lub większej zbiorowości. Niżej, kalający Internet, bezradny rymopis ma nadzieję, że przemówi do innych i za innych.
R o z m o w
a o
f i l o z o f i i
Wiersz
można o wszystkim
I kajdany
są źródłem
Myśli
co grzeszne
Będziesz
wybitnym
Będziesz
niemodnym
Ku
uciesze
Lub nikim
Gdy
anioł załopoce skrzydłem
Ten zesłany
w podziemia
Zza
miedzy się wyłoni
Nie
zaznasz nigdy
Ni ciepła ni cienia
Nad głową
się załamie
Niespodziewany
koniec
Po co ci
pamięć?
Słowa
płyną do nikąd
Wiatr ich
nie odwieje
Chyba
szczękot i zgrzyty
Szum taki
podobno nie niknie
Filozof się nie starzeje
Tak - ci
jeden szepnie
Nie - ci
drugi krzyknie
A ty
rozjemca?
Czy
milczeć to lepiej?
N i e s p o
d z i e w a n a P o l s k a
To nie
była zabawa w klasy
Zimą
dotarli dwaj
Przez powietrze kapały mądrości
Niepowtarzalny
raj
Wiedzą
skąpe zeszyty szumiały
Wieczorna
kuchenka
Ostoją
przystanią
Chyba
tęsknię za nią
Papierowi
goście
Przybywały
i trwały
Pieszczone
w rękach
Tak
bił mój "zegar
Co był
niesłoneczny"
Wtedy
alfa dziś omega
Nie
pobije wiecznie
N a p l a ż
y d z i e c i ń s t w a
Wycięta
ryba
Piasek
słoneczny
Zielona
szarość
Bystrej
rzeczki
Wycięta
ryba
Pokusa
dziecięca
Złotym
darem
Na brzegu
jak szyba
Odmienia
blaski
Radość przybywa
Z dali
łąkowej
Z toni bystrej
Radość
szczęśliwa
Dla
wszystkich
D w a j o j c o w i e z f i l m u
Okradł mnie przyjaciel
Kropka po kropce
Kropla po
kropli
Wywiódł
na manowce
Wróg przyjaciel obcy
Była z
deszczułek taca
Można
mieć różnych ojców
Prawdziwych
lub sztucznych
Dalekich
czy bliskich
Bliski
jak modliszka
W
dalekiego ciska
Chwast lub młyński kamień
Zdolny do
omamień
Praca
mistrza z ciemni
Tak
kroplą po kropli
Los jeden odmieni
Swe
ojcostwo dopnie
Ból zamieszkał w głębi
Ból jest
w katakumbie
Cieszy
się przyziemna
Ból w
życiowej trumnie
Ból jest
w słowie tajnym
Jest w
kropce za kropką
W słowie
śmierciodajnym
Od łez
słowa mokną
Z pod
smyczka z pod włosia
Z
pod dłoni
Czego nie
ma w słowach
Tylko łzę wyroni
D a n t e g o
p o t r z e b a p i ó r a
B
Napisz o
Dante dzieł rozdziały nowe
Opisz
nasze poletko ojczyste
Przygotuj
zapomnienia groby
Tym z
duszą nienawistną
N a
głazie (niechaj ich przydusi)
Napis daj
dobrotliwy
Anioł ich
kusi
Czarnoskrzydły
Ci co
wyrośli na działaniach "wielkich"
Poprzypinali
do ramion pagony
Do tych
pagonów przytwierdzili belki
Nad ich
grobami niech zakraczą wrony
Za tan na
świętych kurhanach chocholi
rat go
zatańczył na rozkazy brata
Spuścizna
tańca podwójnie nas boli
Ale wielkiemu chociaż też ułomny
Że
wskoczył przez płot na parnasy świata
To jemu
stawią kiedyś świetlny pomnik
Dante z przed wieków zstąpi głoszą wieści
Do poematu znajdzie u nas treści
Opisz
poeto nasz polski kociołek
W którym
woń drażni ale to nie smoły
G o r z k j a k p i o ł u n
Więc
jestem polakiem
To
niebywałe
Uczono
mnie
Dziwnego
języka
Jestem w
nim biegły
Jak nikt
na świecie
Chyba że polak
Taki jak
ja
Zresztą
nie każdy
W szkole
mówiono
Była
wielka
Czemu
upadła
I ćwiartowana
Dzielny
naród
Na
kawałki
Zsyłano
Wożono w
kibitkach
Pisali
wieszczowie
Wydali na
pośmiewisko
Przyjaciele
zza morzy
Ze
strachu przed wrogiem
A ten miał rozpałkę
Z
dzielnych
Więc
jestem polakiem
Gonię
innych
W biegu
przyszłości
I się
gotuję
W jednym
kotle
Kotle
Kotle
Z innymi
bez pochwał
Bez
uznania
Bo jestem
polakiem
Dobrze mi
tak
Z
piołunem z zębach
Jak
dobrze żyć
Przyjaciół
wielu
Najwięcej
w pobliżu
P o j e d y n e k z M e
g a
j r ą
w t l e
Megajra o
ja naiwny
Megajra
była gościem
Rozdrobniona trojako
W tym
dniu milowym
Już wtedy
były złe wonie
Byłem jak
Cervantes
Z kopią z
drzewa dobrego
Przeciw
wiatrakom
W nich
było mieszkanie
Trojakiej
Megajry
Stanąłem
do pojedynku
Jak dwaj
o kobietę
O
własność należną
Pierwszy
cios mi zadano
Gdy biały
żagiel łopotał
To był
cios pierwszy
Cierpienie
musiało być wielkie
Gdy
zawodnik co nie chciał
Zajął to miejsce
zastępczo
Był
towarzyszem niechcianym
I zadał
cios nie ostatni
Ten cios
był bez wzajemności
Rycerza z kopią z drzewa dobrego
Uderzenie
dotkliwsze
Cios
instrumentem
Pan nie
doznał
Podziękowań
od strony
Megajra
czuwała czujna
I to był
cios w samo sedno
Należało
by powiedzieć
W samo
serce
Wstyd się
przyznać
Cicha
walka o duszę
Walka z pomocą Megajry
W naszym
kręgu kulturowym
Zwana
inaczej
Nie
powiem jak
Nowy
pojedynek
Na groźby
Jena
trzecia megajry
Tupnięcie
skuteczne
By odtrącić
marzenie
Cervantesa
Śmierć
Ratunek
Winien
przeciwnik
Głupi
Cervantes
Z lancą z
drzewa dobrego
Jeszcze
interwencja instancji
W instancji
I się
stało
Pada
rażony
Pojedynek finis
Oto zwycięstwo
Megajry w trójcy nie świętej
Megajry w trójcy nie świętej
Przeciwnik
Cervantes naiwny
Leży na desce
Taki
los gdy zadziałają Megajry
Chwała
zwyciężonym
Cesare! Morituri
te salutant!!
Taka
nauka przyjacielu
Tak pada
wielu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz