Zmienne
nastroje i zmienne treści. Obrachunki bez bilansu. Bilans sam nadejdzie, bez udziału autora.
Wyduszone
z podświadomości, która czasem dokucza. Oczyszczają jaźń. Niech zagnieżdżą się
w jakimś zakątku kosmosu, ktoś znajdzie je w anty Ziemi i pochwali autora?
Wszak i tam podobno dociera Internet? Pisane w pospiechu, bo czas podobno
przyspiesza, jak głoszą kosmolodzy? A więc mało udane, nie dorównują Mickiewiczowi.
M o d l i t w a
s z c z e g ó l n a
Rozszerz
nam horyzonty
Panie
wszechwiedzy
Modlitwą
najlepszą
Kradzież
zagadek
Schowanych
po katach
Szukanych
po omacku
Przez
zawziętych myślicieli
Wybacz
kradzieże
Z twojej
książnicy
Pisanej
lat miliardy
Od chwil
początkowych
Owego
błyśnięcia
Osobliwości
Zapisanej
w księdze
Mądrej z
najmądrych
Wszak my
podobni
A zatem i
krnąbrni
Ciekawi
zagadek
Choć mąci
nam namysł
Mag
chaosu i
Kasandra błędu
Gdzie
mamy Cię szukać
W
odmętach dalekich
U
krańców kosmosu
Czy
blisko tuż w sobie
W nurcie czasu rzeki
Aż
przyjdą kresy
I poznamy resztę
Czy to
nas uzdrowi
Odejmie
spuściznę
Błędu
pierwszego
Zagoi bliznę
Naszej
bezwiedzy
Studni
samotnej
Platońskiej
jaskini
Gdy kruki
w niej siedzą?
L a m e n t a c j e
Dałem ci
życie
Dałem ci
miłość
Wiedzą wspierałem
Żyłem w
zachwycie
Z
nadzieją żyłem
A co zostało?
Co uczyniłem
Niezdarny
ojciec
Obcy się
wkradł
Jak mam
to dociec
Czego
mi brak
Tylko
trzy słowa
W roku
dwa
Podania
dłoni
Tęsknota
trwa
I na tym
koniec
A tam w
oddali
Trwa
zapomnienie
I ktoś
wytrwale
Zasłania
cieniem
Zmazuje
słowem
Kradnie
oblicze
Własne
podmienia
Jest
trwanie w celi
Zamknięcie
szczelne
Już nie
ma bieli
A smutek
mgielny
Jest łza
w głębinie
Światło się kończy
Do reszty
zginie
Co było
słońcem
Źle się
ułożył
Gościniec
losu
W
życiowej strudze
Spróchniały
korzeń
Bez głosu
Marnieje
w trudzie
Gdzie są
spojrzenia?
Dotknięcia
dłoni?
Brak
nawet cienia
Ani
ukłonu
M i g a w k a
Taki był
dom ten
Starowina
siwa
Gdziem
jako młodzian
Na
wakacjach bywał
Taki był
ogród
Pełen
śliw i wiśni
Tam
lśniła ona
Co nieraz
się przyśni
Tam były
blaski
Chęci
nieprzystojne
Pozostawiły
Wspomnienia
nie hojne
Wciąż na
mych dłoniach
Czuję
miękkość dłoni
I oddech
słodki
Co gościł
na skroni
Kilka
chwil było
Odlotu ku
wzgórzom
Dziś mi
się tylko
W senny
czas powtórzą
Losie
zdradliwy
Rodzinna
przeszkodo
Twoja i
moja
Przeminęła
młodość
B
e z m
e t a
f o r
Ja też
się pytam o niezdarny los mój
O
przeszłość niby przecież całkiem znośną
Pytam
dlaczego wtedy na tych drogach
Popchnął
mnie jakiś tajemniczy magik
I
zrozpaczony schwyciłem za wiosło
Chcąc
płynąć gdzie bądź byle by do przodu
A tyle
kłodów rzeka moja niosła
Czy nie
należna mi jest dziś nagroda
Lecz ty
żeś ślepy toś podsunął łatwo
Co było
ziarnkiem znalezionym ślepo
Tak mego trwania wykres się pogmatwał
Nie prostą kresą jest w układzie przeto
Poprzerywany wielu zapadami
Klęsk było wiele niektóre jak plamy
Ciążą i
ciążą aż do kresu bytu
Zwycięstwa
zwykłe bez racy fanfary
Patrzę i
widzę za zasłoną myśli
Jaki się
koniec ziści za kotarą
Czy u
pokoleń ślad pamięci zatli
Piszę
najprościej bez zbędnych metafor
Niech
pozostanie dla potomnych znak ten
P r z e m i j a n i e
Minęły
czasy czarnych meloników
Udały się
do nikąd
Gdzie się
podziała pani w krynolinie
Niech by
stanęła taka przy mnie
Odeszła
ostatnia dama w kapeluszu
Chusta
ani beret mnie nie wzrusza
Weszły
nóżęta obleczone w getrach
Dla moich
oczu radość nie ta
Tego co
dzisiaj u niektórych widzę
Tego się
powstydzę
Koniec nadchodzi wszech elegancji
Nie ma ni
hrabiów i nie ma ni Francji
M i g n i ę c i
e c z a s u
Po tamtej
stronie lasu
Mieszka
wspomnienie z pradawnych czasów
Tam na
listowiu z przed laty wielu
Tańczą
wspomnienie bez celu
Na korze
drzewa pozostały znaki
Że była
ona i jeden taki
Do
dzisiaj w szeleście listowia
O tamtej
chwili las komuś opowie
Czas się
rozdwoił potem po połowie
Każda
połowa w innej mieszka głowie
P i e r w s z a
p o l s k a k s i ę g a
Wreszcie
nadeszła ta pasja wprost z nikąd
Gdy
pierwsze księgi przyszło rozpakować
Radości
wspólnej nie szło nam uniknąć
Na każdej
stronie błyszczy polskie słowo
Niewielka
paka skarby z liter mieści
Oto
powstaje w szkole biblioteka
Nowe
rozdziały nowe w życiu treści
Wielka
przygoda na uczniaka czeka
Wielka
jest radość urwisów i panien
Którym
dzieciństwo skradziono ze słowa
Tym się należy od nas szanowanie
Przynieśli
wolność wolną polska mowę
Nagle w
mieszkaniu Ramzes siadł przy stole
I
"Kwiaty Polskie" z oczu łzę wyciska
I
"Muzykanta.." podzielam
niedolę
Zjadł bym
od razu i pił księgi wszystkie
Z biegiem
Horacy wstąpił do obiegu
"Aurea
prima.." zaryła się w pamięć
Aż
odpłynęły jedne drugie śniegi
Czas się
zakończył najszczęśliwszy dla mnie
O szkolna
ławo! Taki czas nie wróci
A
pozostawił głowę w aksjomatach
A taki
koniec każdego zasmuci
A los
mnie potem z niewiadomym swatał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz