Pod moimi blogami nikt nie klika serduszek. Ani bliscy, ani dalecy, ani krewni, ani znajomi, ani obcy, ani wysocy, ani niscy, ani bogaci, ani biedni, ani jacy, ani tacy, ani owacy, ani młodzi, ani starzy, ani homo seksualiści, ani bandyci, ani obojnacy, ani syjamczycy (z małej litery), ani babki, ani dziadkowie, ani polacy, ani islamiści. To ih sprawa, tracom wiele, życzem im rzeby ih nie moc ókarała, rzeby ih bonk ukonsił w to czym śie śika, rzeby spotkali ih same klenski.
Mimo to poczenstuje ih nowom porcjom moih genjalnyh ótworuf. Im na złość.
J a k
ż e n
i e p
ł a k
a ć
Starczy ci skrawek okruszyna próchna
Na który cię zbłąkany
szum powietrza zdmuchnął
Tu losem padniesz
targane niemądrym
A podstawowym życia jesteś jądrem
Życiowy ci eliksir kapnie niebo szczodre
To ci wystarczy by mieć
życie dobre
Ciepło i światło skradniesz tak jak wszystko
Kradnie jak może wszystko co jest listkiem
I już do szczęścia te dary wystarczą
A ta przygoda spotyka cie w marcu
Radością pała co z szczytu
wyziera
Jeszcze zaczekaj to
jeszcze nie teraz
Wreszcie nastąpi co ci
życie każe
Taką powinność ma
dostąpić każdy
O jaka radość gdy kolorem świecisz
Jeszcze troszeczkę pojawią się dzieci
Jakże nie płakać nad twym marnym losem
Gospodarz chytry
postać twoją skosił
Marność nad marnościami
Co mi po trwaniu
Pełnym oczekiwań
Dzień po dniu upływa
Niewiele było
Łkań i zapomnień
Tak było skromnie
W oczy wiaterek
Pyłkiem prószył
Musiałem znosić
Nadal wisi
Los nieznajomy
Nie ma obrony
Dzień po dniu
Jak krople wody
Bez urody
Ślad pozostawiam
Słowa w tych strofach
Tym których kocham
Czyha zza węgła
Przyjdź niespodziana
Wieczorem z rana
Gorzki dzień Pierwszy
Wiem jak to było
Dół wykopali
Wodzowie z dymem puścili miasto
Złożeni jak stali
Wodzowie z dymem puścili miasto
Jeszcze nie ostygli
Wodzowie z dymem puścili miasto
Nie mieli klepsydry
Wodzowie słuszną decyzję podjęli
Mieli być bohaterzy
Wodzowie słuszną podjęli
Spośród dzieci
harcerzy
Wodzowie słuszną podjęli
Bezpieczny kanał
Wodzów cel wielki
Ochronę dał nam
Wodzów cel wielki
Ten dar śmiertelny
Wodzowie nasi
Tym dwom podzielmy
Wodzowie nasi
Jeszcze jedno święto
dzisiaj
Jedni są syci
Tamci są bici
Ci mieli kosy
A tamci trzosy
To wola nieba
Zemsty potrzeba
Bóg każe Szeli
Na nic anieli
W ruch poszły widły
Bo bieda zbrzydła
W ruch poszły pił
Mocno skrwawiły
Ministrze ach ministrze
Ty myślisz bardzo bystrze
Ty jesteś bardzo męski
My obchodzimy klęski
Ustanów święto grozy
Tej chłopskiej kary bożej
Klęsk jest u nas bez liku
Odszukaj je w słowniku
Obchodzić je potrzeba
Bo taka wola nieba
Ustanów święta klęskom
To nasze są zwycięstwa
S e n m
a r a
Za napisane nocą wiesze
Nie odpowiadam
Nie podejmę
Rzuconej rękawicy
Nie mam honoru
Jak Puszkin
A sen był oczywisty
Była tej nocy moją
Wbrew jego woli
Co wyraziłem słowem
Za napisane nocą wiersze
Nie odpowiadam
Jeśli mnie osądzą
Będę śnił dalej
Wbrew jego woli
I mył jej stopy
Na jeziornym brzegu
Jeśli mnie osądzą
Będę śnił dalej
Siatką łowił
Jej cień jak motyla
Tak było
Tak jednak nie będzie
H i s t o r i a z k o t e m
Czarny kot mi przeleciał
W poprzek drogi
Już nie raz i dwa
Jednak bez skutku
Czarne koty lubią przelatywać
Mój też jest czarny
Nie pozwalam mu na tę
przyjemność
Niech przelatuje innym
Mnie przelatują obce
Boję się czarnego
Wszystkiego co jest czarne
Szczególni kiru
Po to stworzono czarne
S t r
a c h
Nie lubię pociągu
Ani na torach
Ani do wódki
Chyba że na wąskich torach
Z dymiącym kominem
Bo jedzie powoli
Albo stoi na stacji
Bo jedzie do nikąd
Do takiego to jeszcze bym wsiadł
A z wódką jest inaczej
Jeśli już to razem z kochaną
Wtedy pociąg uzasadniony
Na chwilę
Rozwiązuje języki
Albo na odwrót
Wtedy pociąg zatrzymuje się na chwilę
Chociaż na chwilę
By pędzić dalej
Przystanek nie może trwać długo
J e s t e m l i ś c i
e m
I liść ma swoje wspomnienia
Schowany w łonie
Odczeka
Rodzi się
Osesek utulony
A jak dorośnie
Mocarz
Nikt go nie zmoże
Chyba powiew lub koza
Jedyna przygoda
Jeśli się uda
Dożyj starości
I jak ja
Do grobu
Wspólnego
B ą
d ź ż y w ą
Patrzę na cię chociaż na obrazku
Mieszkasz w miłej niewoli
W myślowym potrzasku
Ty bezręka na wpół obnażona
Poddaj się cała
Wzrokowej kontroli
Opuść chustę co
zakrywa łono
Nie wystarcza mi twych bioder giętkość
Nie wystarcza widok owych bliźniąt
Przy tobie wzrasta mi namiętność
Może to żony albo nałożnicy
Obraz potomnym przekazał artysta
Rad' em przeniknąć marmurowe lica
Inny nie może być jak tylko czysty
Pożądliwości mojej
zapęd wzroku
Do ciebie dzisiaj wydobytej z mroku
I dla nas w greckim
przechowanej piasku
Zazdrosny Zeus niszczył cię w potrzasku
Wichrom rozkazał targać żagle statku
Na dnie znaleźli ciebie na ostatku
Należy szukać twoich
rąk głęboko
Niechaj podwoją nam
wzruszenie w oku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz