R e s z t ó w k a

29 czerwca 2016

Pod moimi blogami nikt nie klika serduszek. Ani bliscy, ani dalecy, ani krewni, ani znajomi, ani obcy, ani wysocy, ani niscy, ani bogaci, ani biedni, ani jacy, ani tacy, ani owacy, ani młodzi, ani starzy, ani homo seksualiści, ani bandyci, ani obojnacy, ani syjamczycy (z małej litery), ani babki, ani dziadkowie, ani polacy, ani islamiści. To ih sprawa, tracom wiele, życzem im rzeby ih nie moc ókarała, rzeby ih bonk ukonsił w to czym śie śika, rzeby spotkali ih same klenski. 
Mimo to poczenstuje ih nowom porcjom moih genjalnyh ótworuf. Im na złość.

J  a  k  ż   e      n   i   e       p   ł   a   k   a   ć

Starczy ci skrawek okruszyna próchna
Na który cię zbłąkany  szum powietrza zdmuchnął

Tu losem padniesz  targane niemądrym
A podstawowym życia jesteś jądrem

Życiowy ci eliksir kapnie niebo szczodre
To ci wystarczy by mieć  życie dobre

Ciepło i światło skradniesz tak jak wszystko
Kradnie jak może wszystko co jest listkiem

I już do szczęścia te dary wystarczą
A ta przygoda spotyka cie w marcu

Radością pała co z szczytu  wyziera
Jeszcze zaczekaj to  jeszcze nie teraz

Wreszcie nastąpi  co ci życie każe
Taką powinność  ma dostąpić każdy
 
O jaka radość gdy kolorem świecisz
Jeszcze troszeczkę pojawią się dzieci

Jakże nie płakać nad twym marnym  losem
Gospodarz  chytry postać  twoją skosił

  Marność  nad  marnościami

Co mi po trwaniu
Pełnym oczekiwań
Dzień po dniu upływa

Niewiele było
Łkań i zapomnień
Tak było skromnie

W oczy wiaterek
Pyłkiem prószył
Musiałem znosić

 Nadal wisi
Los nieznajomy
Nie ma obrony

Dzień po dniu
Jak krople wody
Bez urody

Ślad pozostawiam
Słowa w tych  strofach
Tym których kocham

Czyha zza węgła
Przyjdź niespodziana
Wieczorem z rana

 Gorzki  dzień Pierwszy

Wiem jak to było
Dół wykopali
Wodzowie z dymem puścili miasto
Złożeni  jak stali
Wodzowie z dymem puścili miasto
Jeszcze nie ostygli
Wodzowie z dymem puścili miasto
Nie mieli klepsydry
Wodzowie  słuszną  decyzję podjęli
Mieli być bohaterzy
Wodzowie słuszną podjęli
Spośród dzieci  harcerzy
Wodzowie słuszną podjęli
Bezpieczny kanał
Wodzów cel wielki
Ochronę dał nam
Wodzów cel wielki
Ten dar śmiertelny
Wodzowie nasi
Tym dwom podzielmy
Wodzowie nasi

 Jeszcze  jedno  święto  dzisiaj

Jedni są syci
Tamci są bici
Ci mieli kosy
A tamci trzosy
To wola nieba
Zemsty potrzeba
Bóg każe Szeli
Na nic anieli
W ruch poszły widły
Bo bieda zbrzydła
W ruch poszły  pił
Mocno skrwawiły
Ministrze ach ministrze
Ty myślisz bardzo bystrze
Ty jesteś bardzo męski
My obchodzimy klęski
 Ustanów święto grozy
Tej chłopskiej kary bożej
Klęsk jest u nas bez liku
Odszukaj je w słowniku
Obchodzić je potrzeba
Bo taka wola nieba
Ustanów święta klęskom
To nasze są zwycięstwa

    S  e  n    m a r a  

Za napisane nocą wiesze
Nie odpowiadam
Nie podejmę
Rzuconej rękawicy
Nie mam honoru
Jak Puszkin
A sen był oczywisty
Była tej nocy moją
Wbrew jego woli
Co wyraziłem słowem
Za napisane nocą wiersze
Nie odpowiadam
Jeśli mnie osądzą
Będę śnił dalej
Wbrew jego woli
I mył jej stopy
Na jeziornym brzegu
Jeśli mnie osądzą
Będę śnił dalej
Siatką  łowił
Jej  cień  jak motyla
Tak było
Tak  jednak nie będzie

 H i s t o r i a   z  k o t e m

Czarny kot mi przeleciał
W poprzek drogi
Już nie raz i dwa
Jednak bez skutku
Czarne koty lubią przelatywać
Mój też jest czarny
Nie pozwalam mu  na tę przyjemność
Niech przelatuje innym
Mnie przelatują obce
Boję się czarnego
Wszystkiego co jest czarne
Szczególni  kiru
Po to stworzono czarne

  S  t  r  a  c  h

Nie lubię pociągu
Ani na torach
Ani do wódki

Chyba że na wąskich torach
Z dymiącym kominem
Bo jedzie powoli
Albo stoi na stacji
Bo jedzie do nikąd
Do takiego to jeszcze bym wsiadł
A z wódką jest inaczej
Jeśli już to razem z kochaną
Wtedy pociąg uzasadniony
Na chwilę
Rozwiązuje języki
Albo na odwrót
Wtedy pociąg zatrzymuje się na chwilę
Chociaż na chwilę
By pędzić dalej
Przystanek nie może trwać długo

  J e s t e m   l i ś c i e m

I liść ma swoje wspomnienia
Schowany w łonie
Odczeka
Rodzi się
Osesek utulony
A jak dorośnie
Mocarz
Nikt go nie zmoże
Chyba powiew lub koza
Jedyna przygoda
Jeśli się uda
Dożyj starości
I jak ja
Do grobu
Wspólnego

 B  ą  d  ź    ż  y  w  ą

Patrzę na cię chociaż na obrazku
Mieszkasz w miłej niewoli
W myślowym potrzasku
Ty bezręka na wpół obnażona
Poddaj się cała
Wzrokowej kontroli
Opuść  chustę co zakrywa  łono
Nie wystarcza mi twych bioder giętkość
Nie wystarcza widok owych bliźniąt
Przy tobie wzrasta mi namiętność
Może to żony albo nałożnicy
Obraz potomnym przekazał artysta
Rad' em przeniknąć marmurowe lica
Inny nie może być jak tylko czysty
Pożądliwości  mojej zapęd wzroku
Do ciebie dzisiaj wydobytej z mroku
I  dla nas w greckim przechowanej piasku
Zazdrosny Zeus niszczył cię w potrzasku
Wichrom rozkazał targać żagle statku
Na dnie znaleźli ciebie na ostatku
Należy szukać  twoich rąk głęboko
Niechaj podwoją  nam wzruszenie w oku





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz