Jak przychodzi wena to należy "tworzyć", szczególnie gdy grają Mozarta. A teraz akurat grają W końcu z kimś trzeba gadać, chociaż z samym sobą. Bo w każdym z nas siedzi kilka osobowości, to i jest z kim dyskutować. Można też się pokłócić z takim wyimaginowanym znajomym, czy nawet bliską osobą. Z wiekiem ludzie się od siebie oddalają, aż stają się sobie całkiem obcy. A jak się coś napisze, to ten drugi w środku staje się bliższy. Bo chociaż pochwali. Cóż jednak z pochwały samego siebie. Żeby chociaż jak Ildefons pisać, lub chociaż jak ks Baka? Oj jak grają, aż się chce żyć.
N i e c h b ę d z i e b e z t
y t u ł u
Nie mam nic z ciebie na jawie
Nie mam nic z ciebie i we śnie
Kochanko moja w zaświecie
Nie znam twej twarzy prawie
Uciekłaś mi z życia za wcześnie
I światło mi twoje nie świeci
Znajdę na łące żuka
Niech będzie mi
przyjacielem
Poglądy wymienię z nim chętnie
Lub kozła martwego
ofukam
Mam porachunków z nim
wiele
Bo w rogach ma żądła pokrętne
Nie zdradzę mętnych tajemnic
Uśmiechem zdradliwych
obdarzam
Podarowałem klejnot z brylantem
Co wywołane spoczywa w
ciemni
Klaser obrazy w zaświatach
wskaże
Czy godzi się chmurę w piwnicy zamknąć?
P i e r w s z y
g r z e c h
Byłaś mi pierwszą w dzieciństwie kochanką
Na te pięć minut
I ten zaułek pachnący pamiętam
Do dziś w pamięci mi tkwi chwila tamta
Tam była trawa i był zapach mięty
Dłoń moją pieści
twojej dłoni dotyk
Lat temu sto to było albo dwieście
Dla mnie dotknięcie było jak narkotyk
A błysk spojrzenia warkoczyki pieścił
Mucha brzęczała przy twoim uśmiechu
Mucha brzęczała przy twoim uśmiechu
Mrówka kroczyła po moim ramieniu
A ja myślałem już wtedy o grzechu
Gdyśmy bawili pod kuźnią się w cieniu
Okiem łowiłem widok
zakazany
Kochanką byłaś kowalówno bliska
Kuźnia pachniała jak z siarki dynamit
I się sączyły dym z paleniska
Mistrz od kowadła fajkę ćmił dymiącą
Śliną wytarłem nosek twój z plam sadzy
Twarze płonęły od żaru gorąca
Kowal opuścić kuźnię nam poradził
Na dłoń i
palce twe miałem ochotę
I to się stało
Kłosy gościły w twoich włosach złotych
Kłosy bijały moją twarz radosną
Spacer się udał nam wycieczką w zbożu
Nigdy nie miałem tak
szczęśliwej wiosny
Aby się kochać Pan Bóg ludzi stworzył
Z chabrów uplotłem wianek i kakoli
By cię cieszyły koroną na czole
N a s z w y b o r n y c y r k
Z chabrów uplotłem wianek i kakoli
By cię cieszyły koroną na czole
N a s z w y b o r n y c y r k
Co jeszcze można pokazać w cyrku
Małpę koguta lwa z paszczą bezzębną
A może cyrk to pomyłka
Cyrk instytucja zbędna
Kataryniarz melodie kręci
Papuga wróży koniec świata
Zawsze mieliśmy dobre
chęci
By kochał brat brata
Więc w cyrkach gramy
Na trampolinach
Inne programy
Inne programy
Z braterstwa słyną
I zapaśnicy i klaunowie
Krążą po świecie
Po połowie
Cyrkowe dzieci
Barwne najbardziej
Cyrki w okopach
Tam grają twardzi
Chłop w chłopa
Mówili że sądy Bożę
I takiego cyrku było
potrzeba
Ludzkości w nieszczęściu pomoże
Gdy z dymem pójdą do nieba
Nie ma innej rady
Jak żyć w ludzkim cyrkusie
Jak trzeba użyjesz
szpady
Gdy życie cię zmusi
Wszak pojedynek
Tez widowisko
Poczekaj krztynę
Już blisko
Nasycimy się taka
rozrywką
Po sam czubek nosa
Klauni są na przeciwko
Na cyrk była zawsze
hossa
Już cyrk się zaczął w Edenie
Była jabłkiem żonglerka
Tamten pokaz do dziś
jest w cenie
Choć po nim poniewierka
Cieszmy się że nam nie szczędzą pokazów
Albo żonglujmy sami na batucie
Taki cyrk bawił nas tyle razy
Chyba tęsknimy już do takich uciech
Niech dyrektorzy tej naszej
areny
Czym prędzej ześlą nam jakąś zabawę
Są przecież pełni genialnej weny
Nie chcą zasłużyć na wieczysta sławę?
Krótka historia
z pradawnych wieków
Czemu mściwością tknięty
twój patron
Nie dał rozkazu egejskim wiatrom
Niech by wtrąciły w
morza głębiny
Laokoona śmierci przyczyny
Owe wężowe cielska skręcone
Bo ten bohater pragnął mieć
żonę
Tak, nie dochował boskiej
przysięgi
Po zemstę srogą Apollo
sięga
Wężami wiąże ojca z synami
Bóg swoje bóstwo tą zemstą plami
Na Rodos wasze cierpienie cenią
Trzej was mistrzowie sławią
w kamieniu
Grek i Rzymianin go podziwiali
Aż zamęt dziejów i ludzie
mali
Których cierpienie ojca nie wzrusza
Dla których obcy podziw
geniusza
Porozwłóczyli
cierpiących mężów
Ginących w skrętach
potężnych wężów
Porozwłóczyli po obcych
stronach
Aż ktoś odkopał w winnych
zagonach
Waszych mąk grozę w
rzymskim ogrodzie
Jesteście z nami dziś jutro co dzień
Czemu o
Laokoonie z ciebie nieudacznik
Przecież
wiedziałeś co się zaraz zacznie
Przemowy nie użyłeś
tylko cisłeś włócznię
Aby
ziomkom dać poznać że ten koń jest sztuczny
Że pusty jest
w środku zasadzka w zamiarze
Nie
pojęli ciosu wodzowie i straże
A ty mężu
przysięgły kapłan Apollina
Zdrada twej duszy
nieprawa się ima
Atiope przybierasz
za żonę miast służyć
Bóg za
twą niewierność nie mógł być ci dłużny
Aleć ty uczciwy
prosisz Posejdona
Niechaj
ześle burzę i flotę pokona
Niech
ojczystą chroni od tragedii Troję
A ci
zamiary maja otworzyć podwoje
Gdy
Apollon mściwy wężami oplata
Laokoona i synów brata oraz brata
To Troi wodzowie cieszą się z tej kary
Bo podobno
Laokoona były złe zamiary
Konia im wzbraniał wprowadzić do miasta
A tu
przecież nadzieja zwycięstwa narasta
Priam i wodze nie znają przyczyny
Za co
ukaran Laokoon i syny
Achilla
zemsta że chciał ich oszukać
Taka z ich męki
płynie im nauka
A gdy już
Grecy uchodzą od miasta
U
Trojańczyków uciecha narasta
Otwarte
wrota koń się za mur wtacza
A
dzielnych wojaków euforia zamracza
Lecz co
to w koniu otwarte są wrota
I się
wytacza Achajska hołota
I się
zaczęły boje jak najkrwawsza
Innych
nie bywa takie boje zawsze
Parys porywacz pod murami zginał
On to był
Wojny Trojańskiej przyczyną
A po
zwycięstwie mąż Heleny prawy
Menelaus żonę do śmierci swej bawił
Bo go swą
urodą znowu omotała
Od jej
urody ta historia cała
A
Odyseusz co konia Trojanom
podstawił
Za starym
ojcem do dom statkiem się wyprawił
Historia
długa jest jego żeglugi
Poeta
Rzymski spisał poem długi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz