Rozmaitości V

Czerwiec 2016 r

Jak przychodzi wena to należy "tworzyć", szczególnie gdy grają Mozarta. A teraz akurat grają W końcu z kimś trzeba gadać, chociaż z samym sobą. Bo w każdym z nas siedzi kilka osobowości, to i jest z kim dyskutować. Można też się pokłócić  z takim wyimaginowanym znajomym, czy nawet bliską osobą. Z wiekiem ludzie się od siebie oddalają, aż stają się sobie całkiem obcy. A jak się coś napisze, to ten drugi w środku staje się bliższy. Bo chociaż pochwali. Cóż jednak z pochwały samego siebie. Żeby chociaż jak Ildefons pisać, lub chociaż jak ks Baka? Oj jak grają, aż się chce żyć.

N i e c h    b ę d z i e    b e  z    t y t u ł u

Nie mam nic z ciebie na jawie            
Nie mam nic z ciebie i we śnie
Kochanko moja w zaświecie

Nie znam twej twarzy prawie
Uciekłaś mi z życia za wcześnie
I światło mi twoje nie świeci

Znajdę na łące żuka
Niech będzie mi przyjacielem
Poglądy  wymienię z nim chętnie

Lub kozła martwego ofukam
Mam porachunków z nim wiele
Bo w rogach ma żądła pokrętne

Nie zdradzę mętnych tajemnic
Uśmiechem zdradliwych obdarzam
Podarowałem  klejnot z brylantem

Co wywołane spoczywa w ciemni
Klaser obrazy w zaświatach wskaże
Czy godzi się chmurę w piwnicy zamknąć?

       P i e r w s z y    g r z e c h

Byłaś mi pierwszą w dzieciństwie kochanką
Na te pięć minut
I ten zaułek pachnący pamiętam 
Do dziś w pamięci  mi tkwi  chwila tamta
Tam była trawa i był zapach mięty
Dłoń moją pieści twojej dłoni dotyk
Lat temu  sto to było albo  dwieście
Dla mnie dotknięcie było jak narkotyk
A błysk  spojrzenia warkoczyki pieścił
Mucha brzęczała przy twoim uśmiechu
Mrówka kroczyła po moim ramieniu
A ja myślałem już wtedy o grzechu
Gdyśmy bawili pod kuźnią się w cieniu
Okiem łowiłem widok zakazany
Kochanką byłaś kowalówno  bliska
Kuźnia pachniała jak z siarki dynamit
I się sączyły  dym z paleniska
Mistrz  od kowadła fajkę ćmił dymiącą
Śliną wytarłem nosek twój z plam sadzy
Twarze płonęły  od żaru  gorąca
Kowal opuścić kuźnię nam poradził
Na dłoń  i palce twe miałem ochotę
I  to się  stało
Kłosy gościły w twoich włosach złotych
Kłosy bijały moją twarz radosną
 Spacer się udał  nam wycieczką w zbożu
Nigdy nie miałem tak szczęśliwej wiosny
Aby się kochać Pan Bóg ludzi stworzył
Z chabrów uplotłem wianek i kakoli
By cię cieszyły koroną na czole

N a s  w y b o r n y    c y r k

Co jeszcze można pokazać w cyrku
Małpę koguta lwa z paszczą bezzębną
A może cyrk to pomyłka
Cyrk instytucja zbędna

 Kataryniarz melodie kręci
Papuga wróży koniec świata
Zawsze mieliśmy dobre chęci
By kochał brat brata

Więc w cyrkach gramy
Na trampolinach
Inne programy
 Z braterstwa słyną

I zapaśnicy i klaunowie
Krążą  po świecie
Po połowie
Cyrkowe dzieci
  
Barwne najbardziej
Cyrki w okopach
Tam grają twardzi
Chłop w chłopa

Mówili że sądy Bożę
I takiego cyrku było potrzeba
Ludzkości w nieszczęściu pomoże
Gdy z dymem pójdą do nieba

Nie ma innej rady
Jak żyć w ludzkim cyrkusie
Jak trzeba użyjesz szpady
Gdy życie cię zmusi

Wszak pojedynek
Tez widowisko
Poczekaj krztynę
Już blisko

Nasycimy się taka rozrywką
Po sam czubek nosa
Klauni są na przeciwko
Na cyrk była zawsze hossa

Już cyrk się zaczął w Edenie
Była jabłkiem żonglerka
Tamten pokaz do dziś jest w cenie
Choć po  nim poniewierka

Cieszmy  się że nam nie szczędzą  pokazów
Albo żonglujmy  sami na batucie
Taki  cyrk  bawił nas  tyle razy
Chyba tęsknimy już do takich uciech

Niech dyrektorzy tej naszej  areny
Czym prędzej ześlą nam jakąś zabawę
Są przecież pełni genialnej weny
Nie chcą zasłużyć  na wieczysta sławę?


  Krótka historia  z pradawnych wieków

 
Czemu  mściwością  tknięty  twój  patron
Nie dał rozkazu egejskim wiatrom
Niech by  wtrąciły w morza  głębiny
Laokoona śmierci przyczyny
Owe wężowe  cielska  skręcone
Bo ten bohater  pragnął mieć żonę
Tak, nie dochował  boskiej przysięgi
Po zemstę  srogą Apollo sięga
Wężami wiąże ojca z synami
Bóg swoje bóstwo tą zemstą plami
Na Rodos wasze cierpienie cenią
Trzej was mistrzowie  sławią w kamieniu
Grek i Rzymianin  go  podziwiali
Aż zamęt dziejów  i ludzie mali
Których  cierpienie  ojca nie wzrusza
Dla których obcy  podziw geniusza
Porozwłóczyli  cierpiących  mężów
Ginących w skrętach  potężnych wężów
Porozwłóczyli  po obcych stronach
Aż ktoś  odkopał w winnych zagonach
Waszych mąk  grozę w rzymskim  ogrodzie
Jesteście z nami  dziś  jutro co dzień
  

Czemu o Laokoonie z ciebie nieudacznik
Przecież wiedziałeś co się zaraz zacznie

Przemowy  nie użyłeś  tylko cisłeś włócznię
Aby ziomkom dać poznać że ten koń jest sztuczny

Że  pusty  jest w środku  zasadzka w zamiarze
Nie pojęli ciosu  wodzowie i  straże

A ty mężu przysięgły kapłan  Apollina
Zdrada  twej duszy  nieprawa się ima

Atiope  przybierasz  za  żonę miast służyć
Bóg za twą niewierność  nie mógł być ci dłużny

Aleć  ty uczciwy  prosisz Posejdona
Niechaj ześle burzę i flotę pokona

Niech ojczystą chroni od tragedii Troję 
A ci zamiary maja otworzyć podwoje

Gdy Apollon mściwy wężami oplata
Laokoona  i synów brata oraz brata

To Troi wodzowie cieszą się z tej kary
Bo podobno Laokoona były złe zamiary

Konia im wzbraniał wprowadzić do miasta
A tu przecież nadzieja  zwycięstwa  narasta

Priam i wodze nie znają przyczyny
Za co ukaran Laokoon i syny

Achilla zemsta że chciał ich oszukać
Taka z ich męki  płynie im nauka

A gdy już Grecy uchodzą od  miasta
U Trojańczyków uciecha narasta

Otwarte wrota koń się za mur  wtacza
A dzielnych wojaków euforia zamracza

Lecz co to w koniu otwarte są  wrota
I się wytacza  Achajska hołota

I się zaczęły  boje jak najkrwawsza
Innych nie bywa takie boje zawsze

Parys  porywacz pod murami zginał
On to był Wojny Trojańskiej przyczyną

A po zwycięstwie mąż Heleny  prawy
Menelaus żonę do śmierci swej bawił

Bo go swą urodą  znowu omotała
Od jej urody ta historia cała

A Odyseusz co konia Trojanom  podstawił
Za starym ojcem do dom statkiem się wyprawił

Historia długa jest jego żeglugi
Poeta Rzymski  spisał poem długi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz